Pierwsze, historyczne spotkanie ekspertów i koordynatorów SCWEW?
Brzmi poważnie. A było… po naszemu. Czyli konkretnie, z energią i z tym charakterystycznym błyskiem w oku, który mają ludzie wiedzący, że robią coś naprawdę ważnego.
Od tamtego dnia minęło już trochę czasu — tyle, by zobaczyć, że to nie było „spotkanie na entuzjazmie”, tylko start czegoś, co naprawdę działa.
Spotkaliśmy się bez wielkich przemówień i bez prezentacji na trzydzieści slajdów. Za to z jednym pytaniem, które ustawiło nam kierunek:
„Co możemy zrobić, żeby pomóc szkołom – naprawdę, a nie na papierze?”
I wtedy zaczęło się robić jak w dobrej historii:
– ktoś rzucił pomysł,
– ktoś inny złapał go w locie,
– kolejna osoba dorzuciła doświadczenie, praktykę i tę odrobinę szaleństwa, która sprawia, że rzeczy zaczynają działać.
W kilka minut powstała mapa działań, które mają sens, a nie robią wrażenia tylko na prezentacji.
Już po pierwszym spotkaniu było jasne:
mamy ekipę, która potrafi, chce i się nie boi.
A od takich ludzi zaczynają się dobre zmiany. I dobre historie.